Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art journal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art journal. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 sierpnia 2012

Modlitwa o skrzydła

Jeden z moich ulubionych wierszy Leopolda Staffa. (...)Wznosząc w dłoniach nasze serca modłe, do gwiazd co płoną jak nasze tęsknoty, módlmy się cicho, na klęczkach o skrzydła....
I tak sobie marzę niczym Ikar, że gdybym tylko miała skrzydła poleciałabym gdzie serce mi każe. 
Wróciłabym po raz kolejny w góry, na znajome szlaki. 








Ale wakacje dobiegły końca, czas letnich przygód minął. Teraz znów mogę czekać z utęsknieniem na jakąś wycieczkę.
Pozdrawiam!

sobota, 16 czerwca 2012

Gdy chciałabym spać

Mimo wielkiego zmęczenia, z pełną świadomością, że następnego dnia muszę wstać o piątej rano, widząc że zbliża się północ, nie mogłam zasnąć. Przewracanie z boku na bok nie miało najmniejszego sensu, postanowiłam więc jakoś zmęczyć mój umysł. Sięgnęłam więc po mój art journal i wypełniłam ostatnią jego stronę. Jak widać poniżej mam ostatnio fazę na neonowe kolory - zwłaszcza neonowa zieleń. Nie mogę się wprost doczekać kiedy pojadę do Warszawy na zlot scrapbookingowy i zakupię jakieś kolorowe przydasie; np. najnowsza kolekcja ILS vivid. :) 


Ostatnio wsłuchuję się w tą piosenkę Florence and the Machine. Promuje ona najnowszą wersję bajki Królewna Śnieżka i to promuje skutecznie, bo jak tylko film pojawi się w moim mieście, zamierzam wybrać się do kina.



Przypominam, że dziś do północy zbieram zapisy na moje CANDY.
Pozdrawiam!


PS: Czy ktoś jeszcze wybiera się na zlot do Warszawy? :)
PS2: Czymam kciuki za Naszych na dzisiejszym meczu. :D

poniedziałek, 28 maja 2012

Codzienność

Kilka migawek z mojego życia na  piętnastodniowe wyzwanie Uli zrobione.

Dzień 5: czerwony kolor. Pstryknięte "na szybkiego", póki jeszcze światło przyzwoite było. 

Dzień 6: mama. Jak każda córunia uważam, że moja mama jest najlepsza pod słońcem. I choć czasem denerwują mnie pewne jej cechy, z biegiem czasu odkrywam, że zachowuję się tak samo...


Dzień 7: relaks. Na rowerze. 

Dzień 8: jak dziś się czujesz? Pełna energii, aż musiałam się wyżyć w art journalu. ;)


Pozdrawiam!

czwartek, 24 maja 2012

Próbowałam znaleźć szczęście

Taki wpis ostatnio trafił do mojego art journala. PMS powoduje u mnie chyba jakąś melancholię i nostalgiczne przemyślenia. Jak dobrze, że istnieje taka forma wyrazu i mogę wyrzucić z siebie wszelkie myśli. Nie trzeba pisać żadnych pamiętników - wystarczy to i już czuje się lepiej. ;)


Ojacieżpierdziulę... Dzień trzeci i czwarty w wyzwaniu Uli okazały się dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Tytuł zdjęcia na dzień trzeci to: w co jesteś dzisiaj ubrana? Długo myślałam nad tym w jaki sposób zrobić zdjęcie, by nie było to strzelenie sobie słit foci w lustrze.
A na sobie miałam dłuuugą do ziemi suknię. Nie polecam takiej na podróż w autobusie. ;) Podczas gdy ja wsiadałam do tego pojazdu, za mną tłoczyła się gromada łaknących wolnego miejsca ludzi. Niestety jeden z nich stanął w pewnym momencie na moją suknię, a ja stanęłam jak wryta - w tym momencie dzieciak z gimnazjum sprzątnął mi sprzed nosa wolne miejsce. Taki to był nokaut - na szczęście sukienka nie została zerwana z moich ramion... ;)


Czwarty dzień pod tytułem stopy, nie był ani trochę łatwiejszy. Jakoś niespecjalnie miałam ochotę pokazywać Wam moje stopy w całej okazałości; muszę przyznać, że nie wyglądają jak z katalogu kosmetyków. ;) Postanowiłam więc zapolować na syrunie mojego bratanka. Po wieczornej kąpieli, kiedy już zmierzał do spania ciotka przydybała go z aparatem w dłoni. Niestety nie chciał ze mną współpracować i dosłownie musiałam gonić jego stópki z aparatem. Efekt końcowy jest taki, że udało mi się uchwycić tylko jedną.



Mam nadzieję, że jutro pójdzie łatwiej... :)
Pozdrawiam!



poniedziałek, 21 maja 2012

Pierwsza rzecz jaką widzę rano

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to informuję, że u Uli ruszyło kolejne 15-dniowe wyzwanie fotograficzne. Tym razem nie przepuściłam okazji i postanowiłam wziąć udział. 
Temat pierwszego zdjęcia to pierwsza rzecz, którą widzisz gdy wstajesz rano. Dla mnie jest to ramka z przesłaniem, którą zrobiłam już jakiś czas temu. To taki mój przypominacz o tym, co na prawdę w życiu ważne. ;) Na moim parapecie znalazł się także bukiet bzu, którego zapach wręcz uwielbiam! Tak o to prezentuje się u mnie pierwsze zdjęcie na wyzwanie. Mam nadzieję, że mój zapał nie ostygnie i dobrnę do tych piętnastu dni.


Dawno już nie pokazywałam wpisów do mojego art journala. Muszę przyznać, że to już mały grubasek, ale jakoś nie zawsze wpisy pokazuje na blogu. W końcu art journal to dosyć intymna forma scrapbookingu.
Dziś jednak pokazuję Wam mój wczorajszy wpis. Ciemnozłote medium, które widzicie na pracy to nic innego jak wosk do lakowania. :) Dawno temu dostałam w prezencie takie cacko razem z pieczęcią i postanowiłam wczoraj wykorzystać. :) Pracuje się z tym całkiem przyjemnie - wosk szybko zasycha i można pracować dalej.




A jutro wrócę z kolejnym zdjęciem na wyzwanie. :) Pozdrawiam!

poniedziałek, 14 listopada 2011

Codziennie tworzę mój świat.

Kawałek po kawałku. Cierpliwie naprawiam to co zepsułam i dzielnie brnę do przodu pracując nad moim światem. Poszerzam horyzonty i uczę się wciąż od nowa jak żyć. Staram się urządzić na tym świecie, co nie zawsze mi wychodzi.

Strona z mojego art journala. Pod wpływem emocji wykonany.

sobota, 22 października 2011

Wszystko co możesz sobie wyobrazić jest prawdziwe

Taką inspirację w postaci cytatu Picassa "Everything you can imagine is real" podrzuciła Liftonoszkom Noomiy. Długo zastanawiałam się jak podejść do tego cytatu, aż w końcu udało mi się ubrać moje myśli w kolejną stronę do mojego artjournala.

Wszystko co możesz sobie wyobrazić jest prawdziwe... Niechby więc wszystkie moje marzenia, które wizualizuje sobie w wyobraźni stały się rzeczywistością. Chociaż, jak to mówią: najpiękniejsze jest to czego się nie ma, najpiękniejsze są właśnie marzenia...

Pozdrawiam!

poniedziałek, 17 października 2011

Dotyk jak tatuaż

Tatuaż - taki temat zapodała Liftonoszkom Agi (temat ten pojawi się lada chwila na naszym blogu). Dla mnie wcale nie był on prosty. Do tatuaży mam raczej chłodny stosunek. Nie zamierzam żadnego sobie zrobić, bo wątpię by wyglądał on dobrze, gdy ja będę starsza. Tatuaże generalnie nie podobają mi się, chyba że mały delikatny motyw na nadgarstku.
Do tematu podeszłam więc z innej strony. A może dotyk ukochanej osoby może być swoistym tatuażem? Każde muśnięcie dłoni może pozostawić niewidzialny ślad w naszej pamięci.

Pozdrawiam!

PS: Nie wiecie może o jakiejś wymiance? Mam straszną ochotę na jakąś wymianę blogową, ale jak na razie na żadną nie trafiłam.

piątek, 14 października 2011

Porządki w ogrodzie i w szufladzie

Nie lubię bałaganu, ale czasem trudno zmusić mi się do utrzymania porządku. Ostatnio jednak stwierdziłam, że czas na porządek w mojej szufladzie scrapowej, gdyż nic tam nie mogłam już znaleźć. Odłożyłam parę przydatnych ścinków i w końcu znalazłam dla nich przeznaczenie.
Marzył mi się nowy art journal. W starym jeszcze jest miejsce, ale już dawno mi się znudził. Potrzebowałam czegoś nowego, inspirującego i w końcu natrafiłam na pintereście na ten art journal. To było to! Zainspirowało mnie hasło tamtego art journala: "think, write, create" i umieściłam go na swoim. Tym sposobem znów mam małe miejsce do wyżywania się. :)

Zmykam robić porządek w ogrodzie. Zanim przyjdą śniegi muszę skosić trawę. Nie jest to takie przykre zajęcie, ale niestety trawy jest tak duuuużo... I gdyby nie było aż tak zimno. Ale muszę dać radę.

Pozdrawiam!

niedziela, 10 kwietnia 2011

Gdzie jest to miejsce, gdzie będę bezpieczna?

Na pewno nie jest to szkoła. Siedząc tam pod czujnymi i srogimi spojrzeniami nauczycieli nie można czuć się bezpiecznie. Istnieje też ryzyko odpytki lub podejścia do tablicy, a to definitywnie nie jest miłe. Może więc tłumne miasta, gdzie każdy pozostaje anonimowy, gdzie każdy pędzi co tchu i nie ma czasu by żyć. Nie. Dom. Mój azyl. Miejsce, gdzie czuję się bezpieczna. Gdzie mogę schować się przed całym złem. I rodzina, która dom ten tworzy, która jest moją opoką.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Bo jak się ma dobry dzień,

to wychodzi wszystko: począwszy od scrapów, poprzez zgarnianie piątek w szkole, do samych kontaktów międzyludzkich. Nie wiem czy wystarczyło wstać prawą nogą, czy może zacząć dzień od uśmiechu. Jedyne co dziś nie wyszło to pogoda. Wiatr chciał mnie dziś zdmuchnąć z powierzchni ziemi, naszczęście grawitacja nie zawiodła. U mnie nadal twórczo. Poniżej jest mój dwudziesty trzeci scrap w tym roku, a jeszcze niżej dwa nowe wpisy do art journala.
Życzę wam równie miłego dnia. ;)

poniedziałek, 14 marca 2011

Wpis z art journala

Dopadło mnie choróbsko. Pewnie zwykłe przeziębienie, ale czuje się wyzuta z sił. Nie lubię takiego chorobowego stanu. Chociaż... są też pewne plusy. Wyspałam się. To bardzo ważna dla mnie kwestia, bo jako śpioch potrzebuję co najmniej ośmiogodzinnego snu.
No i poza tym oglądam sobie "Chirurgów". Miałam taki czas, że pochłaniałam odcinki jeden za drugim. Potem nastąpiła przerwa spowodowana znudzeniem i teraz znów zaczynam, mam w końcu do nadrobienia trzy serie.

W tak zwanym między czasie powstał wpis do art journala. Wydaje mi się, że chyba w końcu coś drgnęło i wiosna postanowiła zagościć w Polsce na dłużej...

No to zmykam po kolejną porcje wrażeń ze szpitala w Seattle.

Pozdrawiam.